Pielgrzymka Śladami Brata AlbertaPielgrzymka Śladami Brata Alberta

„BYĆ DOBRYM JAK CHLEB”

Relacja z pielgrzymki śladami św. Brata Alberta. Zobacz zdjęcia w dziale GALERIE

            Ubiegły 2016 r. ogłoszony był przez Kościół rokiem Miłosierdzia Bożego. W roku tym minęło także sto lat od śmierci św. Brata Alberta, niezmordowanego apostoła miłosierdzia. Rok obecny, 2017, przez kościół polski został ogłoszony właśnie rokiem św. Alberta. W ramach obchodów tego jubileuszu wyruszyła z naszej parafii pielgrzymka śladami naszego świętego. Naszego, gdyż realizując dzieło miłosierdzia, pozostawił także ślady na horynieckiej ziemi. Tymi śladami wędrować będziemy, zgodnie z zapowiedzią o. Bogdana Klóski, niestrudzonego organizatora licznych pielgrzymek krajowych i zagranicznych, w miesiącach letnich. Natomiast obecnie, w dniach 20 i 21 kwietnia 2017 r. wybraliśmy się do Małopolski i na Podhale.

            Pierwszym celem naszej pielgrzymki była Igołomia. Miejscowość ta przed wiekami znana była z wyrobu jarzm, czyli rodzaju uprzęży na woły. Staropolskie słowa „igo” – jarzmo i „łomić” – łamać, giąć, tłumaczą genezę nazwy. Nas, dojeżdżających do celu, uderzyła w oczy ogromna ilość szklarni, tuneli foliowych i włóknin. Igołomia słynie bowiem z produkcji warzyw, kwiatów, a także ich rozsad. Znana jest jednak przede wszystkim jako miejsce urodzin Adama Chmielowskiego, czyli św. Brata Alberta. Ten niezwykły człowiek, żołnierz, artysta, a w końcu sługa ubogich, przyszedł tu na świat w zubożałej rodzinie szlacheckiej. Po życiu pełnym trudów i poświęcenia dla najbiedniejszych,
22 czerwca 1983 r. papież Jan Paweł II beatyfikował „Szarego Brata” podczas uroczystości na krakowskich Błoniach, a 12 listopada 1989 r. kanonizował go w Rzymie. O tym wszystkim i o wielu innych szczegółach opowiadała nam siostra albertynka oprowadzając nas po Muzeum św. Brata Alberta. Znajduje się ono w miejscu, gdzie stał kiedyś dom rodzinny Chmielowskich.

            Kolejnym etapem naszej wyprawy był Kościół św. Krzyża w Mogile. W niedalekiej odległości znajduje się Kopiec Wandy. To owa legendarna Wanda, co nie chcąc wyjść za Niemca, wybrała samobójczą śmierć w falach Wisły. W miejscu jej pochówku usypano ziemny kopiec – mogiłę. Stąd i nazwa miejscowości. Wspomniany kościół zawiera wielki skarb – słynący cudami Krzyż z Jezusem. Kustoszami świątyni są bracia cystersi zawiadujący tutejszym opactwem. To tu, do cudownego Jezusa, odbyła pielgrzymkę p. Józefa Chmielowska z małym Adasiem, dziękując za jego cudowne uzdrowienie z ciężkiej choroby. Tu po raz pierwszy włożono na niego mnisi habit, w którym wrócił do domu. Istniał bowiem wtedy zwyczaj, że ocalone przez Boga dzieci ubierano z wdzięczności w strój zakonny. Po mogilskim sanktuarium oprowadził nas brat Maksymilian, przekazując wiele ciekawych informacji. Pożegnaliśmy się z Mogiłą modląc się przed Cudownym Jezusem, również dziękując za uzdrowienie małego Adama.

            Następnym przystankiem na naszym pielgrzymkowym szlaku było Sanktuarium Ecce Homo św. Brata Alberta w Krakowie przy ul. Woronicza. Wiąże się ono ściśle z kultem naszego świętego, siostry Bernardyny oraz obrazu Ecce Homo. W swoim czasie Adam Chmielowski należał do elity artystycznej Krakowa. Malował m.in. obrazy o tematyce religijnej. Najważniejszym jego dziełem jest obraz przedstawiający umęczonego Jezusa – „Ecce Homo” (Oto człowiek). To poruszające do głębi malowidło po licznych perypetiach sprowadzone zostało dopiero po II wojnie światowej ze Lwowa do Polski i w 1985 r. umieszczone zostało w nowo wybudowanym kościele. Znajdują się tu również doczesne szczątki świętego złożone w metalowej trumience pod ołtarzem, a także relikwie bł. Siostry Bernardyny. W tym sanktuarium uczestniczyliśmy we mszy św. a na koniec ucałowaliśmy relikwie Siostry Bernardyny i niezwykły w swej wymowie relikwiarz św. Brata Alberta w kształcie ludzkiej dłoni trzymającej chleb.

            Po obiedzie, dysponując zapasem czasu, postanowiliśmy wstąpić na modlitwę do Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Łagiewnikach. Choć bezpośrednio nie ma ono związku z patronem naszej pielgrzymki, to pośrednio jak najbardziej. Wszak św. Brat Albert swoim życiem w praktyce realizował idee miłosierdzia. W Łagiewnikach zetknęliśmy się z kolejną polską świętą – siostrą Faustyną.

            Z krakowskich Łagiewnik udaliśmy się w stronę Zakopanego. Zatrzymaliśmy się na nocleg w Białym Dunajcu. Po kolacji spotkaliśmy się na wieczorku integracyjnym, gdzie śpiewając chwaliliśmy Boga i sławiliśmy życie. Rano, pakując się do autokaru z podziwem patrzyliśmy na zimowy krajobraz – wszystko pokryte było grubą, półmetrową warstwą śniegu. Zachwyceni tym widokiem, nie mogąc oderwać wzroku od okien autokaru, jechaliśmy w stronę Sanktuarium Matki Boskiej do Krzeptówek. Powstało ono jako wotum dziękczynne za uratowanie życia Ojca św. Jana Pawła II, który 13 maja 1981 r. padł ofiarą śmiertelnego w swych zamiarach zamachu. Dziś jest to najbardziej znane po Fatimie centrum apostolstwa fatimskiego w świecie i najbardziej zasłużony ośrodek badań nad treścią orędzia Matki Bożej. Konsekracji kościoła dokonał 7 czerwca 1997 r. papież Jan Paweł II, dziękując równocześnie góralom za modlitwy w swojej intencji. W kaplicy Niepokalanego Serca Maryi, gdzie nieprzerwanie od 1950 r. oddaje się cześć Maryi, znajduje się cudowna figura Matki Bożej Fatimskiej. Ofiarował ją kardynałowi S. Wyszyńskiemu w 1961 r. biskup Fatimy. Poświęcił ją biskup Karol Wojtyła. Przed tą figurą modliliśmy się uczestnicząc we mszy św. sprawowanej w intencji naszych pielgrzymów i ich rodzin. Po nabożeństwie jeden z tutejszych księży prezentował nam świątynię zwracając uwagę na ciekawsze szczegóły, zwłaszcza na akcenty poświęcone naszemu świętemu papieżowi, np. witraże czy stacje Drogi Krzyżowej. W czasie licznych pielgrzymek z o. Bogdanem zwiedziliśmy wiele obiektów sakralnych w Polsce i za granicą. Równie zachwycającego nie widzieliśmy nigdzie. Zdecydowanie brakłoby mi słów, by opisać cudną jego urodę. Zachwyca bogactwo kształtów, barw, zdobień, inkrustacji, rzeźb i rodzajów użytego drewna. Jedynie podhalańscy artyści mogli tak niewyobrażalnie pięknie wystroić swój kościół.

            Kontemplując zjawiskową urodę Krzeptowskiego sanktuarium ruszyliśmy w stronę Kalatówek, gdzie znajduje się założona przez Brata Alberta pustelnia. W okolicach Wielkiej Krokwi, ze słynnymi skoczniami narciarskimi, przesiedliśmy się do busa, który dwoma kursami zawiózł nas do Kuźnic. Stąd pieszo, około kilometra, wspinaliśmy się w górę. Im wyżej, tym ciekawiej, tym więcej było śniegu. Ideę pustelni dla sióstr i braci albertynów podsunął św. Albertowi o. Rafał Kalinowski. Praca z ludźmi z marginesu społecznego wymagała heroizmu, wyniszczała siły fizyczne i duchowe, pobyt z dala od ludzi, wśród pięknej przyrody, w ciszy i spokoju pomagał odzyskać równowagę psychiczną, zregenerować siły, zbliżyć się do Boga. Pierwsze dwie pustelnie powstały na naszym terenie: w Monasterzu dla braci i w Bruśnie dla sióstr. Ta w Kalatówkach powstała w 1898 r. Początkowo służyła tylko braciom. Po czterech latach przenieśli się oni do nowej pustelni, położonej nieco wyżej, a tą przekazali siostrom. Do sióstr właśnie skierowaliśmy swoje kroki. Przyjęły nas serdecznie, pokazały skromne pamiątki po bracie Albercie, zaprowadziły do jego chatki, poczęstowały gorącą zupą, kawą i ciastem. Na koniec weszliśmy na modlitwę do kaplicy. Wielką świętością jest tutaj piękny, starożytny krucyfiks. Znalazł go Brat Albert na strychu, mieszkając czasowo na Skałce u ojców Paulinów. Przywiózł go stamtąd do Zakopanego. Uszkodzony wizerunek Chrystusa naprawiono w Szkole Rzeźbiarskiej, a Stanisław Witkiewicz pomalował figurkę. Jakże wzruszająca to postać:

            „… W twarzy majestat ma cierpienia,

                 W dal mgłą zasnute patrzą oczy,

                 Piersi ostatnie wznoszą tchnienia

                 I cały krwią serdeczną broczy…”

Przed tym Jezusem Ukrzyżowanym 6 czerwca 1997 r. długo na klęczkach modlił się Jan Paweł II. Przed tym krzyżem modliliśmy się i my. Serdecznie żegnani przez naszą przewodniczkę ruszyliśmy w drogę powrotną. Na godzinę zatrzymaliśmy się w mieście, by pospacerować po Krupówkach i zrobić zakupy.

            Ostatnim przystankiem na naszej drodze był Stary Sącz. Znajduje się tu ołtarz polowy zbudowany na potrzeby wizyty Jana Pawła II. Tu na błoniach została odprawiona przez niego msza polowa. Postawiony wtedy ołtarz stoi w tym samym miejscu do dziś, jako jedyna taka pamiątka w kraju. W parterze obiektu, który kiedyś służył jako zakrystia, znajduje się skromne muzeum poświęcone naszemu papieżowi. Oprowadził nas po nim i całym ołtarzu tutejszy kościelny p. Adam. Pokazywał zbiory i opowiadał o nich. Opowiadał w taki pogodny i dowcipny sposób, że bawił nas do łez. Sam w sobie był niezwykłą atrakcją. Choć trzeba przyznać, że i ołtarz jest niebanalnej urody. Był pewnie jednym z piękniejszych w Polsce przygotowanych na wizyty Jana Pawła II. W niewielkiej odległości od ołtarza znajduje się klasztor sióstr klarysek założony około 700 lat temu przez św. Kingę. Była ona żoną piastowskiego księcia sandomierskiego i krakowskiego – Bolesława. Otóż ta węgierska królewna Kinga i wspomniany Bolesław, zawierając związek małżeński, złożyli równocześnie śluby czystości i ich dotrzymali. Ona, będąc do końca życia dziewicą, fundując kościoły i klasztory została ogłoszona świętą. On zaś, również żyjąc w czystości, zasłużył na miano „Wstydliwego”. Niestety, na nim wygasł piastowski ród książąt małopolskich.

            Wracając do domu próbowaliśmy ocenić i podsumować naszą pielgrzymkę. W pełni zrealizowaliśmy program. Dodatkowo byliśmy w Łagiewnikach. Towarzyszyła nam sprzyjająca pogoda. Zimową aurą Zakopanego i okolic byliśmy wręcz oczarowani. Wydawało nam się, że św. Brat Albert i bł. Bernardyna to dobrze znani, trochę nasi święci. A jednak po tej pielgrzymce, kiedyśmy lepiej poznali ich życie i dorobek, urośli w naszych oczach, wyolbrzymieli. Stali nam się jeszcze bliżsi i drożsi. Na naszym szlaku bez przerwy natrafialiśmy na ślady św. Jana Pawła II. Otarliśmy o św. Faustynę i św. Kingę. Modliliśmy się przed cudownymi wizerunkami Jezusa Ukrzyżowanego w Mogile i na Kalatówkach oraz przed cudowną figurą Matki Bożej Fatimskiej na Krzeptówkach. Codziennie uczestniczyliśmy w mszach św. Wzruszaliśmy się, podziwiając piękno ojczystej ziemi. Była ta pielgrzymka trochę około świątecznymi rekolekcjami. Była także ważną katechezą, BY BYĆ DOBRYM JAK CHLEB!

Za wszystko z całego serca o. Bogdanowi Klósce dziękujemy!

 

Mikołaj Mach -

uczestnik pielgrzymki

 

 

 

Wróć