RELACJA Z PIELGRZYMKIRELACJA Z PIELGRZYMKI

RELACJA Z PIELGRZYMKI- GDZIE ZGINĄŁ ŚW. WOJCIECH

 Gdy wiosną bieżącego roku wracaliśmy z zakopiańskich Kalatówek po wędrówce śladami św. Brata Alberta, umówiliśmy się z o. Bogdanem Klóską, że celem naszej następnej pielgrzymki będzie Trójmiasto. O. Bogdan natychmiast przystąpił do działań organizacyjnych, w ramach których powstał program tej wyprawy zaplanowanej na 29.08 – 31.08.2017 r. Do Gdańska, Sopotu

i Gdyni doszedł jeszcze Malbork i Toruń. Miasta te leżą dość daleko od nas, są nam mało znane,
a ich historia i pamiątki kultury są jakże odmienne od naszych.

            Ziemie te, w okresie pierwszych Piastów, zamieszkane były przez pogańskich Prusów. To do nich, z misją ewangelizacyjną udał się św. Wojciech. Został przez nich zamordowany. Bolesław Chrobry i ponownie Bolesław Krzywousty przyłączali te tereny do Polski. Ten ostatni wysyłał
w tamte strony misje chrześcijańskie. Jednak na pograniczach trwały ciągłe niepokoje wzniecane przez plemiona pruskie. Do walki z nimi oraz do ich chrystianizacji zostali sprowadzeni
na Pomorze przez księcia mazowieckiego Konrada – Krzyżacy. Ci nowi „misjonarze” ogniem
i mieczem tak skutecznie „ewangelizowali” Prusów, że wytępili ich do szczętu. Zagarnęli ich ziemie i otworzyli szeroko wrota dla żywiołu niemieckiego. Wlała się szeroką ławą ta germańska fala. Cofnęła się nieco po Grunwaldzie, ale pozostała w postaci Prus Książęcych i Królewskich. Zalała zupełnie Pomorze po rozbiorach polskich. Odpłynęła gwałtownie na zachód dopiero w 1944-45 r. pod naporem Armii Czerwonej. Zostawiła jednak wiele śladów, zwłaszcza tych widocznych

w formie budownictwa.

            Na te tereny, o tak niezwykłej historii, wyruszyliśmy prawie 60 – osobową grupą wieczorem 28 sierpnia. Noc spędziliśmy w autokarze. Kiedy wstał dzień, oczom naszym ukazał się inny świat. Inny krajobraz, inne pola i zabudowa. Podziwiając te odmienności dojechaliśmy do Sobieszewa, leżącego nad morzem, nieco na wschód od Gdańska. Sobieszewo przed 45 r. nosiło nazwę Bonzak. W nowych warunkach lokalne władze poszukiwały polskich nazw. Przypomniano sobie, że pod koniec XVII w. zatrzymała się tu Marysieńka Sobieska, jadąc za swym królewskim mężem przebywającym w Gdańsku. Nawiązano do tego wydarzenia i na cześć Sobieskich nazwano miejscowość Sobieszewem. Zatrzymaliśmy się tu na dwa noclegi u sióstr franciszkanek, które na bazie poniemieckich budynków zamożnego gospodarstwa prowadzą ośrodek rekolekcyjny dla ociemniałych. Po odświeżeniu się i posiłku wyruszyliśmy na zwiedzanie. Wyspa Sobieszewska jak
i cała delta Wisły to słynne Żuławy Wiślane. Ziemie to niezwykle urodzajne, chlubiące się mianem spichlerza Polski. Teren położony w depresji, ok. 1 m p.p.m. W odległej przeszłości były
to błotniste niedostępne obszary. Zagospodarowali je menonici. To protestancki odłam religijny uznający dwa sakramenty – chrzest dorosłych i eucharystię. Wywodzili się z Flamandów
i Fryzyjczyków zamieszkujących Niderlandy i mających doświadczenia w osuszaniu depresji. Poprzecinali Żuławy setkami kanałów. Wybudowali wiatraki, które pompowały wodę. Dziś nie ma wiatraków, nie ma menonitów, a żyzne Żuławy są podstawą zamożności tutejszych rolników.

            Jadąc w stronę Oliwy mijaliśmy Rafinerię Gdańską, przetwarzającą 6 mln ton ropy rocznie
i ciągle zwiększającą możliwości przerobowe. Przejeżdżaliśmy obok Portu Północnego, najgłębszego bałtyckiego portu, do którego mogą zawijać statki o największym tonażu. Podziwialiśmy potężne dźwigi portowe zwane kramami. Mijając dzielnicę Hucisko, dowiedzieliśmy się, że w przeszłości były tam huty produkujące złote i srebrne nici. O Wrzeszczu usłyszeliśmy, że jest główną dzielnicą handlową Gdańska. Zwróciliśmy uwagę na jedyny w Polsce murowany meczet – pozostałe trzy są drewniane. Mknąc ulicą Polanki zobaczyliśmy słynną willę Lecha Wałęsy. Tak dotarliśmy do Katedry Oliwskiej, która nie tylko w Polsce znana jest
ze wspaniałych organów. Budowniczymi i gospodarzami tej świątyni przez około 800 lat byli cystersi. Sprowadził ich do Oliwy książę pomorski Sambor I. Nadał im przywileje, na mocy których stali się właścicielami kilkunastu okolicznych wiosek. Byli dobrymi, zdyscyplinowanymi gospodarzami. Wprowadzali postęp techniczny, uczyli dobrego gospodarowania innych. Bogacili się nabywając nowe posiadłości. Dysponując silną bazą materialną rozbudowali zespół klasztorny
i nowy kościół. Decyzją władz pruskich zakon cystersów został skasowany w 1831 r. Po II wojnie światowej powrócili do Oliwy, ale nie do swego dawnego zespołu klasztornego, lecz do leżącego
w pobliżu poewangelickiego kościoła Matki Bożej Królowej Polski. Ich dawny Kościół po utworzeniu diecezji gdańskiej w 1926 r. otrzymał rangę Katedry Diecezji Gdańskiej. Z chwilą utworzenia w 1992 r. metropolii gdańskiej została ona podniesiona do godności archikatedry i nosi wezwanie Trójcy Świętej.

            Najcenniejszym obiektem w archikatedrze są słynne organy. Powstały one w czasach świetności opactwa, kiedy na czele zgromadzenia stał opat Jacek Rybiński. Zjawił się wtedy
w Oliwie młody Johann Wulf, wnuk organmistrza z Ornety. Opat zlecił mu przebudowę małych organów, przy tej okazji odkrył w nim ogromny talent i wysłał na 3-letnie studia do wielkich mistrzów w Niemczech i Holandii. Po powrocie Johann wstąpił do zakonu i został bratem Michałem. Przy pomocy innych mnichów rozpoczął prace nad wielkimi organami. Trwały one 25 lat. Zaowocowały powstaniem imponującego instrumentu, składającego się z 5100 piszczałek w 83 rejestrach. Po różnych perypetiach, udoskonaleniach i przeróbkach organy posiadały już 101 rejestrów o łącznej liczbie 6800 piszczałek. Dziś są połączeniem zabytkowego instrumentu
o dużej wartości historycznej i artystycznej oraz najnowszych rozwiązań technicznych. Potrafią m.in. naśladować śpiew ptaków, bicie dzwonów, plusk wody. Mają przeogromne możliwości artystyczne, w rękach mistrza nieograniczone, o czym mogliśmy się przekonać w trakcie
20-minutowego koncertu.

            Naszą uwagę zwrócił także bogato przetykany złotymi i srebrnymi nićmi baldachim, dar szwedzkiej królowej Krystyny. Była ona córką Karola Gustawa. Chciała tym prezentem zrekompensować straty wyrządzone Polsce przez jej ojca podczas potopu szwedzkiego.
Co ciekawe, właśnie w oliwskim opactwie zawarto pokój kończący tą wojnę. W czasie wojny północnej 1700-1721, tak strasznej w skutkach dla Polski, organizowane tu były obrady sejmiku pruskiego.

            Po koncercie organowym i zwiedzeniu katedry udaliśmy się w stronę Sopotu, dawna nazwa Zoppot. Jest on jednym z najpiękniejszych miast na polskim wybrzeżu. Bywa nazywany letnią stolicą Polski. Cieszy się renomą modnego kąpieliska. Od dwu stuleci znany jest jako uzdrowisko. Ten kierunek rozwoju zawdzięcza Szwajcarowi z pochodzenia, napoleońskiemu wojskowemu chirurgowi Janowi Jerzemu Haffnerowi. Po pokonaniu Prusaków oraz Rosjan w Gdańsku stacjonowały oddziały francuskie. Dostał tam także przydział Jean George. Zobaczył po drodze Sopot i uznał, że jest to idealne miejsce na morskie kąpielisko i uzdrowisko. Po służbie wojskowej pozostał na praktyce lekarskiej w Gdańsku i cały swój majątek oraz inwencję i zapał skierował na rozwój sopockiego kurortu. Ma dziś swój pomnik w Parku Północnym. Przechodziliśmy obok dążąc w kierunku molo. To najbardziej znany i fotografowany obiekt. Spacer po nim jest żelaznym punktem programu każdego przybysza. Spacerowaliśmy i my. Było miło. Piękna, słoneczna pogoda. Upał. Mnóstwo letników. Wspaniałe widoki. Gołym okiem na horyzoncie widać było mierzeję helską. Mojemu pokoleniu Sopot kojarzy się także z Operą Leśną i Międzynarodowym Festiwalem Piosenki.

            By dotrzeć na Westerplatte zaokrętowaliśmy się na przystani nad Motławą. Westerplatte każdemu Polakowi jednoznacznie przypomina bohaterską postawę garstki polskich obrońców Wojskowej Składnicy Tranzytowej. Przez 7 dni stawiali rozpaczliwy opór miażdżącej przewadze nieprzyjaciół atakujących z lądu, wody i powietrza. Wobec braku wody i żywności, po utracie
15 zabitych, dalszy opór stał się beznadziejnie bezcelowy. Major Henryk Sucharski, dowódca placówki, zarządził przerwanie walki i wywieszenie białej flagi. Idąc w stronę Pomnika Obrońców Wybrzeża rozważaliśmy dramaturgię tamtych dni. Po nieprzespanej nocy i dniu pełnym wrażeń wieczorna msza św. przyniosła ukojenie.

            Następny dzień zaczęliśmy od zwiedzania Gdyni. Udaliśmy się na Skwer Kościuszki, skąd podzieleni na dwie grupy poszliśmy zwiedzać (do wyboru) Akwarium Gdyńskie Morskiego Instytutu Rybackiego bądź „Dar Pomorza”. W oceanarium część naszych pielgrzymów podziwiała w ponad 600 akwariach około tysiąca okazów fauny morskiej i wodnej śródlądowej z różnych zakątków świata. Grupa zwolenników żaglowca weszła na pokład. Był                                            „Dar...” jednym z najpiękniejszych jachtów na świecie. Zakupiony został ze składek społecznych mieszkańców Pomorza. Od 1930 r. pełnił funkcję statku szkolnego Państwowej Szkoły Morskiej
w Gdyni. Pięciokrotnie uczestniczył w regatach wielkich żaglowców. Dwa razy był ich zwycięzcą. Zwiedzając zakamarki białej fregaty z sentymentem wspominaliśmy tamte czasy i tamte wydarzenia. Dziś jeszcze stoi na wodzie, ale już zbierane są składki, by przenieść ją do suchego doku. O Gdyni mówi się, że jest miastem z morza, że powstała w ciągu kilkunastu lat prawie
z niczego. Skomplikowane stosunki polityczne z wolnym miastem Gdańskiem w okresie międzywojennym, skłoniły nasze władze do podjęcia decyzji o budowie nowego portu. Wybór padł na Gdynię. Na miasto patrzyliśmy z okien autokaru, gdyż mknęliśmy w stronę Gdańska.

            Pierwsza pisana wzmianka o Gdańsku pochodzi z 999 r. Kronikarz Jan Kanapariusz zanotował w „Żywocie św. Wojciecha”, że do „urbs Gydanyzc” przybył słynny już w Europie biskup praski Wojciech. Przez wiele wieków był Gdańsk największym portem na Bałtyku oraz jednym z najbogatszych i najpiękniejszych miast północnej Europy. Tę zamożność i urodę mogliśmy podziwiać spacerując po Starym Mieście. Przez Bramę Wyżynną szliśmy do Katowni
i Wieży Więziennej. Dalej oglądaliśmy Bramę Złotą, Teatr Szekspirowski, mijaliśmy Basztę Browarną, Basztę Słomianą, która pełniła rolę magazynu prochów, budynek Wielkiej Zbrojowni. Przechodziliśmy obok pomnika króla Jana III Sobieskiego. Ten konny posąg od 1897 r. stał we Lwowie na Wałach Hetmańskich. Po II wojnie światowej sąsiedzi ze wschodu kazali go sobie zabrać. Znalazł się w Wilanowie, a od 1965 r. stoi w Gdańsku. Podziwialiśmy Ratusz Głównego Miasta, Dwór Artusa, Zieloną Bramę. Fotografowaliśmy się przy Fontannie Neptuna. Idąc ulicą Mariacką zwróciliśmy uwagę na przedproża przylegające do kamieniczek oraz bogato zdobione tarasy. Z daleka widać było ogromną bryłę Konkatedralnej Bazyliki Mariackiej. Świątynia
ta nazywana bywa Koroną Gdańska. Jest to największy ceglany kościół świata. Dorównuje katedrze Notre Dame w Paryżu i św. Stefana w Wiedniu. Od początku należał do katolików, w dobie reformacji od 1529 r. odprawiano tu obok katolickich także nabożeństwa protestanckie, a od 1572 r. aż do 1945 r. wyłącznie protestanckie. Znajduje się tu wiele bezcennych dzieł sztuki, m.in. obraz Hansa Memlinga – „Sąd Ostateczny”, którego burzliwe losy warte są oddzielnej opowieści, rzeźba Pięknej Madonny, wspaniały zegar astronomiczny. W Wieży Dzwonnej wiszą 2 dzwony odlane
w 1970 r. w pracowni Felczyńskich w Przemyślu. Jeden z nich waży 7850 kg i należy
do największych w Polsce.

            Następne kroki skierowaliśmy do kościoła św. Brygidy. Papież JP II nadał mu tytuł Bazyliki Mniejszej w 1991 r. W okresie stanu wojennego i wcześniejszym świątynia była schronieniem
i miejscem spotkań opozycji antykomunistycznej. Proboszczem był późniejszy kapelan „Solidarności” ks. H. Jankowski. Większość dawnego wyposażenia spłonęła w czasie pożaru w 1945 r. Uwagę zwraca wyjątkowej urody bursztynowo – złota, 2-metrowej wielkości monstrancja. W trakcie budowy jest ogromny, 11 m wys. i 6 m szer. ołtarz w całości wykonany z bursztynu. Ocenia się, że na jego konstrukcję zużyje się 12 ton surowego bursztynu. Szlakiem „Solidarności” od św. Brygidy udaliśmy się pod Bramę Nr 1 Stoczni Gdańskiej. Pod Pomnikiem Trzech Krzyży pomodliliśmy się za poległych stoczniowców i za Ojczyznę, porobiliśmy zdjęcia. Nasunęła mi się tam refleksja, że Gdańsk zawsze był miastem niepokornym. W czasach Władysława Łokietka Krzyżacy weszli w posiadanie grodu podstępem. Polska załoga pod dowództwem p. Bogusza broniła się rozpaczliwie przed Brandenburczykami. Zdecydowano się wezwać na pomoc Krzyżaków. Ci weszli jak wilcy. Wymordowali polską załogę i ok. 10 tys. ludności. Zostali jednak przez Gdańszczan wypędzeni w 1454 r. Po koronacji Stefana Batorego Gdańsk nie chciał uznać jego zwierzchności. Polska stoczyła kilka zwycięskich bitew zanim się ukorzył. W czasach potopu szwedzkiego nie wpuścił szwedzkiej załogi do twierdzy. W okresie I Rzeczypospolitej zachowywał sporą autonomię.

            Ostatniego dnia po mszy św.  obraliśmy kierunek na Malbork. Oryginalna nazwa Marienburg – Zamek Maryi. Arcydzieło budownictwa obronnego. Największy gotycki zespół zamkowy na świecie. Największa budowla ceglana świata. Twierdza, która nigdy nie została zdobyta w boju. Jej ogrom poraża i dziś, zwłaszcza, gdy ogląda się ją spoza Nogatu. Patrząc na nią przypomniała mi się scena z Krzyżaków H. Sienkiewicza, kiedy poselstwo króla polskiego wjeżdża do Malborka, Polacy są oszołomieni tą potęgą. Wielki Mistrz Konrad von Jungingen, widząc
to zwraca się do Zyndrama z Maszkowic:

            „ - Wy, panie, którzy się na twierdzach znacie, cóż nam o tej powiecie?.

            - Twierdza wydaje mi się nie do zdobycia – odrzekł jakby w zamyśleniu polski rycerz – ale…

            - Ale co. Co w niej możecie przyganić?

            - Ale każda twierdza może zmienić panów.”

Tak też stało się z Malborkiem. Został wykupiony przez Polaków od zaciężnych wojsk krzyżackich. Triumfalny wjazd króla Kazimierza Jagiellończyka odbył się 8.06.1457 r. My weszliśmy mniej triumfalnie, ale również musieliśmy zapłacić… za bilet wstępu. Zwiedzaliśmy ponad 2 godziny, Podziwialiśmy i ogrom budowli i rozwiązania techniczne i artystyczne wykonanie detali. Warto wspomnieć, że budowniczymi twierdzy byli Ślązacy z Bartoszem z Ząbkowic na czele.

            Z Malborka skierowaliśmy się na południe w stronę domu. Po drodze zatrzymaliśmy się
w Toruniu. Wstąpiliśmy do siedziby „Radio Maryja”. Oprowadziła nas miła pani. Opowiedziała
o pracy i funkcjonowaniu Radia. Stąd pojechaliśmy do Sanktuarium Najświętszej Maryi Panny Gwiazdy Nowej Ewangelizacji i JP II. Wielką czcią darzy się tu obraz Matki Bożej. Przywiózł
go z Watykanu, jako dar Ojca Św. JP II, proboszcz krzeptowskiego sanktuarium w Zakopanem,
ks. Mirosław Drozdek w 2004 r. Ks. Mirosław, sam będąc u schyłku życia, zdecydował przekazać obraz Rodzinie Radia Maryja, zobowiązując ją do wybudowania dla tej świętości nowej, godnej siedziby. Tak powstało toruńskie sanktuarium. Nasz papież często wyrażał się o MB, że jest gwiazdą nowej ewangelizacji. Stąd też nazwa kościoła wybudowanego przez Rodzinę Radia Maryja z o. Tadeuszem Rydzykiem. Idąc do księgarni, natknęliśmy się na o. Dyrektora. Zatrzymał się. Poświęcił nam ok. 15 minut, porozmawiał, pożartował. Przekonaliśmy się, że jest bardzo sympatyczną, łatwo nawiązującą kontakty, bardzo bezpośrednią osobą.

            Jeszcze zakupy w księgarni, gdzie największą popularnością cieszyły się… toruńskie pierniczki i długa nocna podróż do domu. Przy okazji tej pielgrzymki zobaczyliśmy jak bardzo zmieniły się polskie drogi. Jak wiele ich przybyło. Jak dużo jest jeszcze w budowie. Okazało się,
że mój Atlas Samochodowy Polski z 2003 r. jest mocno nieaktualny. Przekonaliśmy się także jak wielkim i zróżnicowanym krajem jest Polska. Także pod względem klimatycznym. Na naszych terenach od dwu miesięcy panuje głęboka susza. Na Pomorzu Gdańskim zupełna odwrotność. Wszędzie na polach przebłyskują lustra wody. Na wielu uprawach widoczne duże łysiny – skutki wymoknięcia. Wiele zbóż do dzisiaj nieskoszonych – mokro, nie mogą wjechać kombajny. Wszędzie bujna roślinność. Soczysta zieleń trawników. Tak nam tego brak.

            Wróciliśmy ok. 3:30 rano. Zdrożeni i zmęczeni. Szczęśliwi jednak i pełni wrażeń. Będziemy się nimi dzielić w swoich rodzinach i ze znajomymi. O. Bogdan zaprosił nas na spotkanie przy ognisku po mszy św. fatimskiej w Nowinach Horynieckich w dniu 13.08.2017 r. Przyjdziemy,
by powspominać, podziękować naszym duszpasterzom, a zwłaszcza o. Bogdanowi Klósce i snuć plany kolejnych wypraw.

 

Mikołaj Mach

Wróć